Część IV: Kosmiczne i mentalne pogranicza
Rozdział 14: Doświadczenia pod wpływem substancji psychodelicznych (LSD, DMT, ayahuaska)
Substancje psychodeliczne zajmują dziwne i kontrowersyjne miejsce w badaniach nad świadomością. Są zdecydowanie najszybszym i najbardziej dramatycznym sposobem osiągnięcia niezwyczajnych stanów świadomości, ale niosą też ze sobą realne ryzyka, prawne bóle głowy oraz uczciwe pytanie wiszące nad nimi: czy chemicznie wywołane doświadczenia ujawniają coś prawdziwego o rzeczywistości, czy po prostu produkują żywe halucynacje?
Po przejrzeniu dowodów uważam, że substancje psychodeliczne są autentycznymi narzędziami ekspansji świadomości (nie zabawkami, nie ucieczkami, lecz narzędziami), które, użyte z intencją i szacunkiem, mogą przynieść wglądy identyczne z tymi, do jakich ludzie docierają latami medytacji, doświadczeń pozacielesnych czy regresji do poprzednich wcieleń. Ale to narzędzia wymagające ostrożności.
Teoria „naćpanej małpy": gdzie zaczęła się ludzka świadomość
Terence McKenna, w Food of the Gods (1992), przedstawił prowokacyjny i dobrze udokumentowany argument: grzyby psychodeliczne mogły odegrać decydującą rolę w powstaniu samej ludzkiej świadomości.1
Jego teza jest taka, że nasi hominidalni przodkowie, przemieszczając się przez afrykańskie sawanny, natykali się na grzyby psylocybinowe rosnące w odchodach zwierząt pasących się. Przy niskich dawkach psylocybina wyostrza ostrość widzenia, wyraźną przewagę przetrwania dla myśliwego. Przy umiarkowanych dawkach stymuluje pobudzenie seksualne i więzi społeczne. Przy wysokich dawkach wytwarza intensywne doświadczenia wizyjne, które mogły katalizować rozwój języka, sztuki i świadomości religijnej.
„Konkretna rodzina aktywnych związków chemicznych, halucynogeny indolowe, odegrała decydującą rolę w wyłonieniu się naszego zasadniczego człowieczeństwa, ludzkiej cechy autorefleksji."1
McKenna nie mówił metaforycznie. Argumentował, że konkretne efekty neurochemiczne psylocybiny, zwłaszcza jej wpływ na ośrodki językowe mózgu i jej zdolność do rozpuszczania granic ego, mogły być katalizującą iskrą, która przekształciła sprytnego naczelnego w samoświadomą, posługującą się językiem, duchowo świadomą istotę ludzką.
Niezależnie od tego, czy przyjmujesz tę hipotezę ewolucyjną, jego szersza teza utrzymuje się: substancje psychodeliczne były częścią ludzkiej praktyki duchowej od samego początku.
Szamanizm: najstarsza praktyka duchowa
McKenna prowadzi tę linię wykorzystania psychodelików aż do szamanizmu, który identyfikuje jako „górnopaleolityczną tradycję uzdrawiania, wróżenia i wykonania teatralnego opartego na naturalnej magii, rozwiniętą 10 000 do 50 000 lat temu".1
Kultury szamańskie na całym świecie (od Syberii po Amazonię, od Afryki po Australię) wykorzystywały rośliny i grzyby psychoaktywne jako centralne elementy swojej praktyki duchowej. Szaman wchodzi w zmieniony stan (poprzez rośliny lecznicze, bębnienie, post lub inne techniki), podróżuje do niezwyczajnej rzeczywistości, komunikuje się z duchami, otrzymuje wiedzę uzdrawiającą i wraca, by podzielić się tym, czego się nauczył, ze wspólnotą.
Sercem szamanizmu, zauważa McKenna, jest ekstaza, nie we współczesnym sensie zwykłej przyjemności, ale w oryginalnym greckim sensie ekstasis: stanie poza sobą. Wykraczanie poza granice zwyczajnej świadomości.
Czy szaman to arktyczny Inuita używający grzybów muchomora czerwonego, amazoński ayahuasquero używający wywaru z ayahuaski, czy mazatecka curandera używająca grzybów psylocybinowych, podstawowa praktyka jest ta sama: przyjęcie substancji, która rozpuszcza granice ego, wejście w stan wizyjny, interakcja z inteligencjami niefizycznymi i powrót z wiedzą albo uzdrowieniem.
McKenna dokumentuje żywy przykład: młody mężczyzna imieniem Raongi przechodzący szamańską inicjację ze starszym zwanym Mangi. Po przyjęciu leczniczej rośliny Raongi widzi wizje elektrycznie niebieskich węgorzy i zbliża się do tego, co starszy opisuje jako „Venturi, prawdziwy świat, niebieska strefa", krainę, która sprawia wrażenie bardziej realnej, bardziej fundamentalnej niż zwyczajna rzeczywistość.1 To dokładnie to, co opisują praktycy doświadczeń pozacielesnych: rzeczywistość, która sprawia wrażenie bardziej realnej niż świat fizyczny.
Co ujawniają substancje psychodeliczne
Doświadczenia, jakie ludzie relacjonują pod wpływem substancji psychodelicznych, zwłaszcza psylocybiny (grzybów), DMT (aktywnego związku w ayahuasce) i LSD, zgadzają się niezwykle dobrze z niezwyczajnymi doświadczeniami opisanymi w całej tej książce:
Rozpuszczenie ego: Poczucie odrębnego ja rozpuszcza się, zastąpione uczuciem jedności z całym istnieniem. To pasuje do nauki Prawa Jedni, opisów Newtona o prawdziwej naturze duszy oraz hermetycznej Zasady Mentalizmu.
Spotkanie z inteligencjami niefizycznymi: Wielu ludzi relacjonuje spotkania z bytami, istotami światła, formami geometrycznymi o pozornej świadomości, przewodnikami i nauczycielami. Te spotkania przypominają przewodników duchowych opisywanych w PLR, byty spotykane podczas doświadczeń pozacielesnych oraz zaawansowane istoty, z którymi komunikują się channelerzy.
Dostęp do uniwersalnej wiedzy: Pod wpływem substancji psychodelicznych ludzie powszechnie relacjonują nagły, przytłaczający dostęp do ogromnych ilości informacji, zrozumienie struktury rzeczywistości, wzajemne połączenie wszystkich rzeczy, naturę świadomości. To odzwierciedla dostęp do Kronik Akaszy opisany w poprzednim rozdziale.
Percepcja energii i wibracji: Kolory stają się bardziej żywe, dźwięki stają się widoczne, granice między zmysłami rozpuszczają się (synestezja). Wszystko zdaje się wibrować żywą energią. To pasuje do opisów rzeczywistości podczas doświadczeń pozacielesnych i ram wibracyjnych Kybalionu.2
Pewność, że doświadczenie jest realne: Może najważniejsze jest to, że osoby doświadczające substancji psychodelicznych, podobnie jak osoby po doświadczeniach pozacielesnych i doświadczeniach z pogranicza śmierci, konsekwentnie relacjonują, że doświadczenie sprawia wrażenie bardziej realnego niż zwyczajna rzeczywistość, nie mniej. To nie jest mglista dezorientacja snu. To krystaliczna jasność, sprawiająca, że normalne życie na jawie w porównaniu sprawia wrażenie snu.
Materialistyczny kontrargument jest prosty: narkotyki zmieniają chemię mózgu, a zmieniona chemia mózgu wytwarza zmienione percepcje. Masz halucynacje, nie postrzegasz głębszej prawdy. To uczciwy zarzut, i gdyby te doświadczenia były losowe i chaotyczne, rozstrzygnąłby sprawę. Ale nie są. Te same byty, te same wzorce geometryczne, to samo rozpuszczenie ja, to samo przytłaczające poczucie „bardziej realnego niż realne", relacjonowane niezależnie przez tysiące ludzi, w różnych substancjach, różnych kulturach, różnych wiekach. Halucynacje są zwykle osobiste i nieuporządkowane. Te doświadczenia są wspólne i ustrukturyzowane. To rozróżnienie ma znaczenie.
Zakaz wstępu do krainy DMT
DMT zasługuje na osobne potraktowanie, bo nie zachowuje się jak pozostałe substancje.
Zacznijmy od tego, że twoje własne ciało je wytwarza. W 2019 roku zespół z Uniwersytetu Michigan odkrył, że mózgi szczurów zawierają oba enzymy potrzebne do syntezy DMT, i to nie tylko w szyszynce, gdzie wszyscy się ich spodziewali, ale w neokorteksie i hipokampie. Zmierzyli je w stężeniach porównywalnych z serotoniną. Odkryli też, że po zatrzymaniu krążenia poziom w mózgach szczurów mniej więcej się podwajał.3 Zestaw to na chwilę z rozdziałem 5. Ta jedna cząsteczka, która niezawodnie wytwarza „byłem gdzie indziej i to było bardziej realne niż tutaj", zdaje się gwałtownie rosnąć w umierającym mózgu.
Jest jeszcze to, co ono właściwie robi. Palone albo waporyzowane w dostatecznie dużej dawce, DMT nie dekoruje pokoju tak, jak robią to grzyby czy LSD. Ono go zastępuje. Ludzie opisują przejście przez ogromną, wirującą, kalejdoskopową strukturę, którą społeczność nazywa chryzantemą, do miejsca, które nazywają hiperprzestrzenią.4 I spotykanie tam różnych rzeczy. Nie mglistych obecności: konkretnych bytów, najwyraźniej autonomicznych, które często sprawiają wrażenie, jakby na ciebie czekały.
Największe badanie ankietowe na ten temat pochodzi z Johns Hopkins. 2 561 osób, które przyjęły dawkę przełomową i spotkały coś, co uznały za niezależną istotę. 69% wróciło z przekazem. 19% powiedziało, że pokazano im coś o przyszłości. 41% relacjonowało strach podczas spotkania, choć emocjami, które przeważały ogólnie, były miłość i życzliwość. Większość z nich zgodziła się ze stwierdzeniem, że byt „istniał w jakimś realnym, ale odmiennym wymiarze rzeczywistości i istniał nadal" po tym, jak działanie substancji ustało.5 To ostatnie jest tu najciekawsze. To nie są ludzie opisujący halucynację, którą mieli. To ludzie opisujący miejsce, do którego się udali, i które trwało dalej bez nich, gdy je opuścili.
Co prowadzi mnie do tej części całej sprawy, którą uważam za naprawdę dziwną.
Niektórzy dostają zakaz wstępu.
W kręgach DMT dobrze znany jest wzorzec użytkowników, którzy uderzają w ścianę i nigdy już przez nią nie przechodzą. Kształt tej historii jest dość stały. Po okresie częstego, rekreacyjnego używania jedna sesja idzie źle. Zamiast zwykłego powitania cokolwiek tam jest, robi się zimne. Ludzie relacjonują, że byli przesłuchiwani, wyśmiani, odprawieni albo po prostu odesłani, często z przekazem w rodzaju nie masz tu żadnego celu, widziałeś już dosyć albo przestań wracać. A potem substancja przestaje działać. Ta sama substancja, ta sama technika, większe dawki, i nic z tego nie ma: przyćmiona poczekalnia, płaskie, bezbarwne wizje albo całkowita luka bez żadnych wspomnień. Społeczność nazywa to zamknięciem dostępu do hiperprzestrzeni.
Jeden z wątków na DMT-Nexus, głównym forum dla tych spraw, nosi po prostu tytuł „Banned from hyperspace, every single time" (Zbanowany z hiperprzestrzeni, za każdym razem). Autor opisuje siedem miesięcy prób przy 10 do 30 mg, zmieniając nastrój, otoczenie i to, ile wcześniej medytował, i za każdym razem otrzymując ten sam rezultat: fraktalne kształty, poczucie obecności i wyraźne polecenie, by odejść. Czasem łagodnie. Raz, jak mówi, w formie „begone human" (precz, człowieku). Odpowiedź moderatorów, udzielona bez większego zdziwienia, brzmiała, że tak się ludziom zdarza, i że powinien odstawić to na dłuższy czas, przesiedzieć w sobie to, co już mu dano, i wrócić, kiedy coś mu powie, że pora.6
Oto dlaczego nie mogę tego wrzucić do szuflady z napisem „farmakologia" i pójść dalej.
Niemal każdy psychodelik szybko buduje tolerancję. Weź LSD dwa dni z rzędu, a drugi dzień będzie cieniem pierwszego. DMT jest udokumentowanym wyjątkiem. W 1996 roku Rick Strassman podał 13 doświadczonym ochotnikom cztery pełne dawki dożylne po 0,3 mg/kg, w półgodzinnych odstępach. Ich reakcje hormonalne i tętno tępiały z każdą dawką, dokładnie tak, jak przewiduje tolerancja. Ich doświadczenie subiektywne nie. Zarówno w wywiadzie klinicznym, jak i w skalach ocen czwarta podróż była tak samo intensywna jak pierwsza.7 DMT to psychodelik, który nie zużywa się przez powtarzanie, i właśnie to sprawia, że „przestało u mnie działać, na stałe" tak trudno zrzucić na receptory.
Więc o co chodzi? Nie wiem, i chcę być szczery co do jakości dowodów w tym miejscu, bo to najcieńszy materiał w całym rozdziale. Relacje o zatrzaśniętych drzwiach to anonimowe posty na forum, nie dane. Nikt tego nie zbadał. Nie da się zweryfikować niczyjej dawki, chemii ani stanu umysłu. A kilka zwyczajnych wyjaśnień jest wciąż jak najbardziej w grze:
- Technika i materiał. Prawidłowa waporyzacja DMT jest wybredna. Zła temperatura i niszczysz dawkę, zanim ją wdychniesz. Nowa partia, inne urządzenie, zdegradowana zasada wolna, i dostajesz słabe doświadczenie, które sprawia wrażenie dokładnie takie jak zamknięte drzwi.
- Oczekiwanie. Kiedy już wiesz, że historia o zamkniętych drzwiach istnieje, możesz ją wytworzyć. Jeden z odpowiadających w tym samym wątku powiedział to wprost: że to z góry przyjęte przekonanie może pisać scenariusz.
- Nowość. Twój pierwszy przełom jest najdziwniejszą rzeczą, jaka ci się kiedykolwiek przydarzyła. Twój dziesiąty to miejsce, w którym już byłeś. Jakaś część tego „przestało działać" to prawdopodobnie po prostu zachwyt, który nie przetrwał powtórzeń.
- A wynik Strassmana nie jest ostatnim słowem. Nowsze badania z ciągłym wlewem DMT rzeczywiście stwierdzają ostrą tolerancję na efekty subiektywne: odczuwana intensywność wypłaszcza się, podczas gdy poziom we krwi wciąż rośnie.8
Każde z nich mogłoby to wyjaśnić. Żadne nie wyjaśnia treści. W wielu z tych relacji najpierw pojawia się przekaz, a zamknięcie drzwi następuje po nim, i przekaz dotyczy postępowania, a nie dawkowania. Nie „wziąłeś za dużo", ale coś bliższego „traktujesz to niedbale". A to akurat jest dokładnie to rozróżnienie, które rysowała każda tradycyjna kultura, i do którego wracam kilka sekcji dalej.
Odczytane w jeden sposób, psychodeliczne podziemie odkrywa na nowo, boleśnie, zasadę, którą szamani zapisali tysiące lat temu: przychodzisz z pytaniem, wewnątrz struktury, w konkretnym celu. Odczytane inaczej, coś po drugiej stronie ma standardy co do tego, kogo wpuszcza. Naprawdę nie wiem, które odczytanie jest właściwe. Zauważam natomiast, że oba wskazują w tym samym kierunku, a kierunek brzmi: traktuj to jak świętość, a nie jak przejażdżkę.
Czy wszyscy spotykają te same istoty?
Jeśli hiperprzestrzeń jest miejscem, a nie pokazem świateł, dwoje ludzi powinno móc udać się tam razem. To oczywisty test, a ten oczywisty test ma długą historię niedziałania.
W sierpniu 2008 roku społeczność DMT-Nexus przeprowadziła go porządnie. Członkowie z całego świata umówili się, że przyjmą dawkę w tym samym momencie, o 20:00 GMT dziewiątego dnia miesiąca. Każdy wybrał sobie osobisty glif i hasło, „hiperfrazę", tak by ktokolwiek, kto na nich wpadnie po drugiej stronie, miał do przyniesienia coś sprawdzalnego. Uzgodnili nawet punkt spotkania: Stonehenge. To przyzwoity protokół, i zaprojektowali go ludzie, którzy mieli najwięcej do zyskania na pozytywnym wyniku.
Nie przyniósł nic. Tylko garstka zdołała przyjąć dawkę o czasie, a ci, którym się udało, wrócili, opisując różne rzeczy: węże, obce istoty, boskie postacie, kobiety o ludzkim wyglądzie. Żaden glif nie wrócił. Żadna hiperfraza. Nikt nikogo nie znalazł.9
To rozczarowanie jest starsze. W 1905 roku kolumbijski przyrodnik Rafael Zerda-Bayón zaproponował, by niezidentyfikowany wówczas składnik czynny ayahuaski nazwać „telepatyną", właśnie na mocy tej idei, że wizje są wspólne. Nazwa utrzymała się przez dwadzieścia lat. W 1923 roku Guillermo Fischer-Cárdenas wyizolował ten związek i zachował nazwę na jego cześć, po czym doniósł, że ma on tylko łagodne działanie i wcale nie jest halucynogenny. W 1927 roku chemik z Hoffmann-La Roche wykazał, że telepatyna jest identyczna z harminą, która leżała w literaturze od 1848 roku, całkowicie niczym się niewyróżniając, wyekstrahowana z poganka rutowatego.10 Telepatia była w nazwie, nie w cząsteczce.
Co zatem jest faktycznie ustalone?
Zbieżność, ale węższego rodzaju, niż wymaga tego to twierdzenie. W badaniu terenowym z 2021 roku Pascal Michael, David Luke i Oliver Robinson przeprowadzili wywiady z 36 osobami bezpośrednio po tym, jak wdychały w domu 40 do 75 mg DMT. 34 z tych 36, czyli 94%, relacjonowały spotkanie bytów, które odbierały jako naprawdę odrębne od siebie. 72% opisywało stworzenia, które nie były ani ludźmi, ani zwierzętami. 53% uznało je za pomocne albo opiekuńcze, 56% za czarujące i zapraszające. Autorzy wskazują na „częste pokrywanie się, często konkretnych i zniuansowanych, treści między uczestnikami" jako dowód czegoś, co nazywają wewnętrzną spójnością doświadczenia DMT.11 Zestaw to z 2 561 osobami z ankiety Hopkinsa, a otrzymasz bardzo wielu obcych sobie ludzi relacjonujących tę samą obsadę postaci.
Rick Strassman zauważył, jak dzieje się to na jego oczach. Prowadząc na początku lat 90. badania w Nowym Meksyku i dawkując ochotnikom pojedynczo, przekonał się, że słyszy o tych samych postaciach powracających u ludzi, którzy nigdy się nie spotkali, i o jednej z sesji pisze, że było to „kolejne spotkanie z klaunami albo błaznami, o czym słyszałem już od dłuższego czasu od innych ochotników". To nie jest respondent ankiety przypominający sobie coś po latach. To badacz zauważający wzorzec formujący się w jego własnej serii przypadków, w trakcie gdy się formował. Strassman posunął się też w druku dalej, niż się spodziewałem: uznaje za „równie prawdopodobne", że te światy są „poza nami i samoistne", jak to, że istnieją wyłącznie w umyśle, i opisuje swoich ochotników spotykających „pozornie solidne i samoistne rzeczywistości współistniejące z tą".12
To coś warte, ale to nie jest to samo twierdzenie, a przepaść między nimi jest miejscem, w którym ten argument zwykle się gubi. Niepowiązani ze sobą ludzie zbiegający się na tych samych rodzajach istot to jedno. Dwoje ludzi w tym samym pokoju, o tej samej porze, wracających ze zgodnymi szczegółami to coś znacznie mocniejszego.
Relacje tego drugiego rodzaju istnieją i zasługują na coś więcej niż machnięcie ręką.
W antologii wydawnictwa Penguin Tripping jeden z autorów opisuje noc na LSD z przyjacielem o imieniu Peter: obaj siedzą w salonie i patrzą, jak twarze wypływają i rozpuszczają się na rysach drugiego. Tym, co czyni tę relację niezwykłą, jest zgranie w czasie. „Nawet tempo zmian tych dziwacznych obrazów zdawało się między nami synchronizować", pisze. „Kiedy obaj komentowaliśmy tę osobliwą procesję, każdy z nas widział przeskoki dokładnie w tym samym momencie." W pewnej chwili jego widzenie peryferyjne zalał wzór; w tym samym ułamku sekundy Peter odchylił się na krześle, szukając słowa, którego nie mógł znaleźć. „To elektryczna pomarańczowa paisley", powiedział narrator, a Peter zgodził się, że dokładnie o to chodziło. Pod koniec nocy ograniczyli swój komentarz do skrótów: „zmiana koloru", „zmiana twarzy", bo ta synchronia przestała być czymś niezwykłym.13
Jest też najsłynniejszy przypadek ze wszystkich. W 1971 roku Terence i Dennis McKenna wybrali się w Amazonię, do La Chorrera, i spędzili wiele dni w stanie, którego obaj doświadczali jako wspólnego, telepatycznie połączonego. Dennis opublikował uczciwą wersję czterdzieści lat później i jest ona znacznie bardziej użyteczna niż legenda. Sceptyczka z ich grupy, Vanessa, zadała „wyroczni", z którą bracia wierzyli, że są w kontakcie, pytania matematyczne. Ta, słowami Dennisa, zbaraniała, a odpowiedzi, których udzieliła, nie dały się zweryfikować. Dennis jest równie szczery co do tego, że był wtedy bliżej psychozy niż wglądu, po cichu przekonany, że jest w telepatycznym kontakcie z kelnerami w restauracji i że dania przybywają telekinetycznie.14 Zapytany o to dekady później, sam sięgnął po diagnozę: „Obaj oszaleliśmy jednocześnie, więc to klasyczny przypadek folie à deux."15
Uczciwa odpowiedź na pytanie „czy kiedykolwiek to udokumentowano" brzmi zatem: tak, wielokrotnie, od stu lat, i ani razu czysto.
Każda relacja, jaką potrafię znaleźć, ma tę samą dziurę. Obie osoby rozmawiały ze sobą przez cały czas. Narrator w Tripping nazwał kolor, a Peter się zgodził, co ani trochę nie jest tym samym, co gdyby Peter nazwał go pierwszy. Potwierdzenie płynące przez rozmowę jest dokładnie tym, czego byś oczekiwał, gdyby percepcja była naprawdę wspólna, i dokładnie tym, czego byś oczekiwał od sugestii między dwoma odurzonymi przyjaciółmi, którzy i tak kończą za siebie zdania. Relacje w obecnej postaci nie potrafią tych dwóch rzeczy rozdzielić, a siła towarzyszącego im uczucia nie jest dowodem na to, która z nich jest prawdziwa. Tej literaturze nie brakuje przypadków. Brakuje jej jednego jedynego przypadku, w którym dwie osoby nie mogły się nawzajem słyszeć.
Dennis McKenna, który pięćdziesiąt lat po La Chorrerze spędził na stawaniu się poważnym etnofarmakologiem, a nie prorokiem, wyłożył ten problem wprost w 2012 roku. Albo całość jest generowana wewnątrz czaszki, „albo prawdziwa jest alternatywa, że w 'hiperprzestrzeni' naprawdę istnieją byty, które potrafią komunikować się z nami przez coś zbliżonego do telepatii, gdy ludzki mózg jest pod wpływem dużych ilości tryptaminy. To hipoteza warta przetestowania, gdyby dało się kiedykolwiek obmyślić taki eksperyment."14
Ktoś go obmyślił pięć lat później.
Na sympozjum zwołanym w Tyringham Hall psycholog David Luke i jego współpracownicy przedstawili ten projekt w szczegółach, i jest to projekt właściwy. Nie proś człowieka, by przesłał obraz, bo nikt nie utrzyma stabilnej intencji wewnątrz przestrzeni DMT. Zamiast tego podaj dawkę kilku osobom jednocześnie, umieść każdą z nich w osobnym pokoju i przeprowadź z każdą wywiad w chwili, gdy zejdzie. Potem weź te transkrypcje, wymieszaj je z transkrypcjami-atrapami z niepowiązanych sesji DMT i wręcz cały stos niezależnym sędziom, którzy nie wiedzą, co jest czym. Jeśli sędziowie potrafią niezawodnie wyłowić zestaw, który należy do siebie, relacje mają coś wspólnego. Jeśli nie potrafią, nie mają. Tak czy inaczej dostajesz liczbę zamiast uczucia. Organizatorzy opisali cel wprost: sześciu psychonautów w rozdzielonych warunkach laboratoryjnych, testowanych pod kątem „telepatii, telewizji, wzajemnej komunii, potwierdzenia wizualnego krajobrazu i ewentualnej skorelowanej wzajemnej komunii z alternatywnymi czującymi obecnościami".15
Opublikowano to w 2018 roku. Na ile mogę ustalić, nikt tego nie przeprowadził. Projekt leży tam od blisko dekady, a pieniądze w tej dziedzinie poszły w zamian na obrazowanie mózgu.
Taki jest uczciwy stan rzeczy: eksperyment, który rozstrzygnąłby to pytanie, nie jest ani drogi, ani skomplikowany, i nie został przeprowadzony.
Najnowsza próba popchnięcia sprawy naprzód przychodzi z innej strony. W maju 2026 roku Andrew Gallimore, kognitywista Donald Hoffman i Niffe Hermansson opublikowali pracę argumentującą, że byty DMT zasługują na potraktowanie jako testowalna hipoteza, a nie jako zamknięta sprawa halucynacji.16 Ich ramami jest realizm świadomościowy Hoffmana: percepcja jest interfejsem, a nie oknem, a to, co DMT być może robi, to na krótko poszerza ten interfejs, tak by objął podmioty, do których postrzegania zwyczajnie nie jesteśmy zbudowani. To metafizyka i możesz ją przyjąć albo odrzucić. Tym, co dokładają po stronie praktycznej, jest drugi eksperyment obok tego Luke'a.
Projekt Luke'a sprawdza, czy dwie odizolowane osoby przynoszą z powrotem to samo miejsce. Projekt Hoffmana sprawdza, czy istota stojąca przed tobą wie coś, czego ty nie wiesz. Umieść komputer w zapieczętowanym pokoju, każ mu losowo przełączać ekran między niebieskim a żółtym i zapytaj byt, jaki kolor jest w tej chwili wyświetlany. Trafiaj w to niezawodnie, w serii prób, a żadna ilość gadania o sugestii czy archetypach tego nie pokryje. Proponują też wariant protokołu izolacyjnego: dwoje rozdzielonych ochotników, z których każde próbuje przekazać drugiemu losowe słowo za pośrednictwem istoty stojącej przed nim. Psychodeliczna skrzynka kontaktowa.
Tego również nikt nie przeprowadził. To preprint i propozycja, nie wynik.
Stan gry jest więc taki: dwa dobre projekty eksperymentalne, dzielone dziewięcioma latami, autorstwa poważnych ludzi, i żadnych danych z jednego ani z drugiego. To frustrujące, ale wolę zakończyć tę sekcję pytaniem, na które da się odpowiedzieć, niż historią, której nie da się sprawdzić. Oba te projekty zmieniają spór z czegoś, co się albo czuje, albo nie, w coś, co albo działa, albo nie, a jedno takie wezmę zamiast stu kolejnych świadectw.
Przytrzymywanie otwartych drzwi: DMT w stanie przedłużonym
Istnieje druga przeszkoda w mapowaniu hiperprzestrzeni, i jest ona nieefektowna. Jesteś tam tylko przez jakieś dziesięć minut.
Wróćmy do wyniku o tolerancji, tego, który sprawia, że relacje o zatrzaśniętych drzwiach tak niezręcznie się wyjaśnia: DMT to psychodelik, który nie blaknie przy powtarzanym dawkowaniu. W 2016 roku Gallimore i Rick Strassman zwrócili uwagę, że ta osobliwość ma konsekwencję inżynieryjną. Jeśli doświadczenie nie słabnie przy ciągłej ekspozycji, można kogoś w nim utrzymać. Ich praca zapożycza z anestezjologii wlew sterowany stężeniem docelowym, technikę stosowaną do utrzymywania operowanego pacjenta na wybranej głębokości, i modeluje, jak utrzymać stężenie DMT w mózgu na poziomie mniej więcej 100 ng/ml tak długo, jak się chce.17 To, co by to dało, to ich słowami „staranna obserwacja jego treści psychologicznych". Rozciągnij dziesięć minut na godziny, a przestajesz robić migawki i zaczynasz prowadzić badania terenowe.
Warto być precyzyjnym co do tego, czym to nie jest. To nie jest mikrodawkowanie, czyli dawki celowo zbyt małe, by je odczuć. To coś przeciwnego: pełna dawka przełomowa, utrzymywana na plateau zamiast puszczona wolno, by skoczyć i runąć. Skrótowo mówi się o DMT w stanie przedłużonym, czyli DMTx.
I zostało to zrobione. Badanie z Imperial College, o którym wspomniałem wcześniej, jest pierwszym opublikowanym przebiegiem. Jedenastu ochotników, bolus dożylny 6 do 18 mg, a po nim stały wlew przez 29 minut. Efekty pojawiały się w ciągu dwóch minut, utrzymywały się na stałym poziomie przez czas trwania wlewu i ustępowały w ciągu 20 minut od jego zatrzymania. Spotkania z bytami nasilały się w późniejszej części sesji i przy wyższych dawkach.8 Fizjologicznie poszło dobrze. Jeden ochotnik miał lęk z dyskomfortem w klatce piersiowej, który ustąpił w ciągu dziesięciu minut, przy prawidłowym EKG.
Gdzie zatem mapa?
Nie ma jej. Badanie nie znalazło spójnych środowisk ani między sesjami, ani między uczestnikami. Ochotnicy nie wracali z relacjami o tych samych miejscach, tych samych istotach ani o czymkolwiek, z czego dałoby się złożyć geografię. Autorzy nie wysuwają żadnych twierdzeń kartograficznych i są ostrożni co do ograniczeń: jedenaście osób, dawki różniące się między nimi, ustalona kolejność dawek, która mogła wywołać efekty kolejności, oraz oceny zbierane po fakcie.
Chcę przy tym posiedzieć, zamiast pospiesznie to minąć, bo to najczystszy test, z jakim zmierzyła się centralna idea tego rozdziału. Gdyby hiperprzestrzeń była miejscem, utrzymanie w niej jedenastu uważnych osób po pół godziny każda powinno zacząć produkować punkty orientacyjne. Nie zaczęło. Jedno małe badanie może mieć zbyt małą moc statystyczną i to badanie samo o sobie tak mówi, ale to jest wynik, jaki mamy, i wskazuje w stronę odwrotną do tej, na którą postawiłbym pieniądze.
Kolejna runda już trwa. Gallimore prowadzi organizację non-profit o nazwie Noonautics, ramię badawcze ośrodka o nazwie Eleusis, który otworzył się na karaibskiej wyspie Bequia w marcu 2026 roku, i połączyła ona siły z grupą Hoffmana. Plan zakłada wykorzystanie DMTx do utrzymywania wyszkolonych naukowców w tym stanie przez wiele godzin naraz, prowadzenia ustrukturyzowanych obserwacji i przeprowadzania eksperymentów opisanych wyżej, przy czym matematyczne modele Hoffmana mają dostarczyć ram do interpretacji tego, co z tego wróci.18
To jest ta wersja całej sprawy, która naprawdę mnie ekscytuje, i nie dlatego, że oczekuję, iż cokolwiek potwierdzi. Chodzi o to, że po raz pierwszy ktoś spędzi tam realny czas, z jasną głową, robiąc notatki, według protokołu, któremu wolno zawieść. Albo punkty orientacyjne pojawią się u niezależnych obserwatorów, albo nie. Albo byt odczyta ekran, albo nie. Po stuleciu, w którym najbardziej niezwykłe relacje w całej tej książce trwały dziesięć minut i były niemożliwe do sprawdzenia, ktoś wreszcie buduje instrument, który zostaje otwarty.
Ramy naukowe
Rupert Sheldrake, w Ways to Go Beyond, oferuje naukowe ramy do zrozumienia, jak substancje psychodeliczne działają jako praktyki duchowe.19
Zamiast „tworzyć" doświadczenia (jak sugerowałby pogląd materialistyczny), Sheldrake proponuje, że substancje psychodeliczne działają, tymczasowo zakłócając mechanizm filtrujący mózgu, ten sam filtr, który w normalnych warunkach redukuje ogromny ocean świadomości do wąskiego strumienia, jaki doświadczamy jako świadomość na jawie.
To ten sam mechanizm, którym Eben Alexander wyjaśnił swoje doświadczenie z pogranicza śmierci (neokorteks się wyłączył, usuwając filtr) oraz ta sama idea leżąca u podstaw teorii anteny panpsychizmu (mózg ogranicza świadomość, zamiast ją generować).20 Substancje psychodeliczne nie dodają niczego do świadomości. One usuwają ograniczenie, pozwalając świadomości rozszerzyć się do jej naturalnego, niefiltrowanego stanu.
Współczesna neuronauka to potwierdza. Badania obrazowania mózgu na badanych pod wpływem psylocybiny pokazują zmniejszoną aktywność w sieci trybu domyślnego (DMN), regionie mózgu powiązanym z poczuciem odrębnego ja.21 Mniej aktywności mózgu, więcej świadomości. To przeciwieństwo tego, czego byś oczekiwał, gdyby mózg generował świadomość, ale dokładnie to, czego byś oczekiwał, gdyby ją filtrował.
Starożytne tradycje leczniczych roślin
Drunvalo Melchizedek, w The Ancient Secret of the Flower of Life, wskazuje na wykorzystanie leczniczych roślin w starożytnych tradycjach duchowych, zwłaszcza w Egipcie i wśród cywilizacji prekolumbijskich.22 Nie były to narkotyki rekreacyjne. Były to sakramenty, święte substancje wykorzystywane w kontrolowanych kontekstach ceremonialnych, pod przewodnictwem wyszkolonych praktyków, w konkretnym celu poszerzania świadomości i uzyskiwania dostępu do wyższej wiedzy.
Rozróżnienie między użyciem świętym a rekreacyjnym jest kluczowe. Każda tradycyjna kultura, która używała roślin psychodelicznych, traktowała je z ogromnym szacunkiem: konkretne rytuały przygotowawcze, ograniczenia dietetyczne, ustawienia ceremonialne, wyszkoleni przewodnicy oraz jasne intencje. Wiedzieli, że to narzędzie dostępu do dodatkowej wiedzy albo do uzdrowienia (traum czy chorób). Współczesny nawyk rekreacyjnego używania substancji psychodelicznych (na imprezach, bez przygotowania, bez jasnej intencji) usuwa struktury bezpieczeństwa, które tradycyjne kultury budowały przez tysiące lat.
Słowo ostrzeżenia
Nie mówię wszystkim, żeby poszli i wzięli substancje psychodeliczne. Są potężne, mogą być niebezpieczne, są nielegalne w wielu miejscach i nie są dla każdego. Osoby z historią zaburzeń psychotycznych, poważnym lękiem, albo przyjmujące pewne leki, powinny absolutnie ich unikać. To powiedziawszy, uważam, że są znacznie mniej niebezpieczne niż alkohol. Możesz wziąć grzyby albo LSD, nie dostając bólu głowy, wymiotów czy czegoś podobnego. I nie uzależniają. Będziesz zmęczony następnego dnia, ponieważ podróże są zwykle intensywne, ale będziesz w pełni funkcjonalny, a twoja wątroba przez to nie ucierpi.
A dla tych, którzy podchodzą do nich z szacunkiem, przygotowaniem, jasną intencją i najlepiej doświadczonym przewodnictwem, substancje psychodeliczne mogą zaoferować, w ciągu kilku godzin, te same podstawowe wglądy, do jakich lata medytacji, praktyki doświadczeń pozacielesnych czy regresji do poprzednich wcieleń dążą: bezpośrednią, doświadczalną wiedzę, że świadomość jest pierwotna, że nie jesteś swoim ciałem, że jesteś połączony ze wszystkim, i że miłość jest podstawową naturą rzeczywistości.
Grzyb, pnącze, cząsteczka, nie są źródłem doświadczenia. Są kluczem, który na chwilę odblokowuje drzwi. To, co jest za drzwiami, zawsze tam było.
Źródła
- Terence McKenna, Food of the Gods: The Search for the Original Tree of Knowledge (Bantam, 1992). Presents the "stoned ape" hypothesis on psilocybin's role in human evolution and traces psychedelic use back to Upper Paleolithic shamanism. First published 1992; later paperback editions 1993. https://openlibrary.org/works/OL8353432W/Food_of_the_gods
- Three Initiates, The Kybalion: A Study of the Hermetic Philosophy of Ancient Egypt and Greece (Yogi Publication Society, 1908). Source of the Hermetic Principles of Mentalism and Vibration referenced here. https://en.wikipedia.org/wiki/The_Kybalion
- Jon G. Dean, Tiecheng Liu, Sean Huff, Ben Sheler, Steven A. Barker, Rick J. Strassman, Michael M. Wang and Jimo Borjigin, "Biosynthesis and Extracellular Concentrations of N,N-dimethyltryptamine (DMT) in Mammalian Brain," Scientific Reports 9, 9333 (2019). Found the two DMT-synthesizing enzymes in rat neocortex and hippocampus as well as the pineal gland, brain concentrations comparable to serotonin, and a rise in extracellular DMT following cardiac arrest in pineal-intact rats. https://www.nature.com/articles/s41598-019-45812-w
- The Hyperspace Lexicon, DMT-Nexus Wiki. Community-maintained glossary defining "the chrysanthemum" (the spinning fractal structure that either opens onto or blocks breakthrough), "the waiting room" and "hyperspace." https://wiki.dmt-nexus.me/Hyperspace_lexicon
- Alan K. Davis, John M. Clifton, Eric G. Weaver, Ethan S. Hurwitz, Matthew W. Johnson and Roland R. Griffiths, "Survey of entity encounter experiences occasioned by inhaled N,N-dimethyltryptamine: Phenomenology, interpretation, and enduring effects," Journal of Psychopharmacology 34, no. 9 (2020): 1008-1020. 2,561 respondents; 69% received a message, 19% a prediction, 41% reported fear, and most endorsed that the entity existed in a real but separate dimension and continued to exist afterward. https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/0269881120916143
- "Banned from hyperspace - every single time," DMT-Nexus forum thread. First-person account of repeated refusal at 10-30 mg over seven months, and the responses of long-time community members treating the pattern as familiar. Cited as a record of what users report, not as evidence of what causes it. https://forum.dmt-nexus.me/threads/banned-from-hyperspace-every-single-time.366379/
- Rick J. Strassman, Clifford R. Qualls and Laura M. Berg, "Differential tolerance to biological and subjective effects of four closely spaced doses of N,N-dimethyltryptamine in humans," Biological Psychiatry 39, no. 9 (1996): 784-795. Thirteen volunteers, four intravenous doses of 0.3 mg/kg at 30-minute intervals: endocrine and heart-rate responses showed tolerance, subjective effects did not. Strassman's book-length account of the wider study is source 12 below. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/8731519/
- Lisa X. Luan, Emma Eckernäs, Michael Ashton, Fernando E. Rosas, Malin V. Uthaug, Christopher Timmermann et al., "Psychological and physiological effects of extended DMT," Journal of Psychopharmacology 38, no. 1 (2024): 56-67. Under continuous infusion, subjective intensity plateaus and then drifts down while plasma DMT keeps rising, suggesting acute psychological tolerance. https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/02698811231196877
- "Synchronized Hyperspace Event," DMT-Nexus Wiki. The community's own attempt to test whether simultaneous users could meet and identify each other in hyperspace using pre-agreed glyphs, "hyperphrases" and Stonehenge as a rendezvous point; first event 9 August 2008, 8pm GMT. Turnout was small and the recorded reports describe different entities, with no mutual recognition. https://wiki.dmt-nexus.me/Synchronized_Hyperspace_Event
- "Telepathine," Wikipedia. Chronology of the name: proposed by Rafael Zerda-Bayón in 1905 on the assumption that ayahuasca visions were shared; kept by Guillermo Fischer-Cárdenas when he isolated the compound in 1923; shown by F. Elger at Hoffmann-La Roche in 1927 to be identical to harmine, first isolated in 1848. https://en.wikipedia.org/wiki/Telepathine
- Pascal Michael, David Luke and Oliver Robinson, "An Encounter With the Other: A Thematic and Content Analysis of DMT Experiences From a Naturalistic Field Study," Frontiers in Psychology 12, 720717 (2021). 36 participants inhaling 40-75 mg at home, interviewed immediately afterward using micro-phenomenological methods; 34 of 36 (94%) reported entities experienced as non-self agents, with 48 subthemes of entity appearance and behavior showing substantial convergence across the sample. https://www.frontiersin.org/journals/psychology/articles/10.3389/fpsyg.2021.720717/full
- Rick Strassman, DMT: The Spirit Molecule: A Doctor's Revolutionary Research into the Biology of Near-Death and Mystical Experiences (Park Street Press, 2001). The University of New Mexico trials, in which volunteers were dosed individually; Strassman records recurring figures across unconnected volunteers as he encountered them, and argues it is "just as likely" that these realms are "outside" of us and freestanding as that they exist only in the mind.
- Charles Hayes, ed., Tripping: An Anthology of True-Life Psychedelic Adventures (Penguin Books, 2000). The synchronized face-morphing account, including the "electric orange paisley" moment, appears in a contributor's first-person report of an LSD night with a friend. Note that the experience was LSD rather than DMT, and that the two participants were in continuous conversation throughout.
- Dennis McKenna, Brotherhood of the Screaming Abyss: My Life with Terence McKenna (North Star Press of St. Cloud, 2012). Dennis McKenna's retrospective account of the 1971 experiment at La Chorrera, including Vanessa's failed attempt to verify the "oracle" with mathematical questions, his own frank assessment of his mental state at the time, and the formulation of the entities question as "a hypothesis worthy of testing, if such an experiment could ever be devised." The brothers' contemporaneous account is The Invisible Landscape (1975); Terence's is True Hallucinations (1993).
- David Luke and Rory Spowers, eds., DMT Dialogues: Encounters with the Spirit Molecule (Park Street Press, 2018), and David Luke, ed., DMT Entity Encounters: Dialogues on the Spirit Molecule (Park Street Press, 2021). Proceedings of the Tyringham Hall symposia. Luke sets out the isolation-plus-blinded-judges design, and Anton Bilton's introduction states the intended protocol of six psychonauts in separated laboratory conditions. Dennis McKenna's "folie a deux" remark on La Chorrera appears in the same volumes.
- Andrew R. Gallimore, Donald D. Hoffman and Niffe Hermansson, "Traces of the Other - Are DMT Entities Real? DMT Phenomenology in the Framework of Conscious Realism," PsyArXiv preprint, posted 27 May 2026. A preprint rather than a peer-reviewed paper, and a proposal rather than a result. Treats the hallucination-only reading as a testable hypothesis and sets out experimental paradigms, including the sealed-room color test and the transfer of a random word between two isolated volunteers via the same entity. https://doi.org/10.31234/osf.io/8qvgy
- Andrew R. Gallimore and Rick J. Strassman, "A Model for the Application of Target-Controlled Intravenous Infusion for a Prolonged Immersive DMT Psychedelic Experience," Frontiers in Pharmacology 7, 211 (2016). Argues that DMT's absence of psychological tolerance to repeated full doses, unique among the classic serotonergic psychedelics, makes it suitable for target-controlled infusion, and models holding brain concentrations near 100 ng/ml to sustain the state indefinitely. https://doi.org/10.3389/fphar.2016.00211
- Noonautics and the Trace Institute, collaboration with Donald Hoffman's group at UC Irvine, announced June 2026: use of the extended-state DMTx protocol to hold trained observers in the DMT state for hours while running the experiments proposed in the preprint above. Noonautics is the research arm of Eleusis, a centre opened on the island of Bequia in March 2026. An announced programme, not a published result. https://www.socsci.uci.edu/newsevents/news/2026/2026-06-03-hoffman-science-blog.php
- Rupert Sheldrake, Ways to Go Beyond and Why They Work: Seven Spiritual Practices for a Scientific Age (Monkfish, 2019). Discusses psychedelics such as ayahuasca among practices for tuning into more-than-human realms of consciousness. https://www.sheldrake.org/books-by-rupert-sheldrake/ways-to-go-beyond-and-why-they-work
- Eben Alexander, Proof of Heaven: A Neurosurgeon's Journey into the Afterlife (Simon & Schuster, 2012). Alexander's account of vivid consciousness during a meningitis-induced coma, interpreted as the brain's filter dropping away. https://ebenalexander.com/books/proof-of-heaven/
- R. L. Carhart-Harris et al., "Neural correlates of the psychedelic state as determined by fMRI studies with psilocybin," Proceedings of the National Academy of Sciences 109(6), 2138-2143 (2012). Imperial College London fMRI study finding reduced activity and connectivity in the default mode network under intravenous psilocybin. https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.1119598109
- Drunvalo Melchizedek, The Ancient Secret of the Flower of Life, Volume 1 (Light Technology Publishing, 1998). Edited transcript of the Flower of Life workshops (1985-1994) covering sacred geometry and ancient Egyptian spiritual traditions. https://archive.org/details/B-001-001-119